Myśleli, że nikt nie widzi
Potajemne wyrzucanie śmieci w krzaki nie zawsze uchodzi płazem, jak wydaje się tym, którzy za darmo chcą pozbywać się odpadów. Jeden z czytelników Tyg. "Co Tydzień" przyłapał pracowników pewnej mysłowickiej firmy, jak na nieużytkach przy ul. Chopina pozbywali się śmieci.
- 25 listopada, godz. ok 16.00 -16.30, w boczną uliczkę wjeżdża samochód dostawczy, wychodzi z niego 2 ludzi i z pełnego odpadów samochodu wyrzucają na pobliską łąkę jakieś śmieci. Samochód jest opisany więc nie ma problemu z identyfikacji! ?śmieciarzy". Zbulwersowało mnie to, gdyż nie pierwszy raz widzę jak różne samochody tutaj wjeżdżają i zostawiają różnego rodzaju odpady na tym terenie - napisał do nas czytelnik, a maiła opatrzył kilkunastoma zdjęciami, na których klatka po klatce uchwycił całe zdarzenie.
Z namierzeniem właściciela samochodu faktycznie nie było najmniejszego problemu, bo na aucie widniał numer telefonu, nazwa i strona internetowa firmy. Jej szef o procederze dowiedział się od nas - pracownicy przyznali się, że bez jego wiedzy po zbyli się plastikowych segregatorów, bo nie przyjęto ich w punkcie skupu. Na polecenie szefa mieli natychmiast wrócić na ul. Chopina i posprzątać to, co wyrzucili.
Sprawa jednak nie jest jeszcze zamknięta, bo niezależnie od skruchy właściciela firmy o sprawie musimy zawiadomić Straż Miejską lub policję. Tłumaczenie o nieprzyjęciu odpadów w punkcie skupu nie usprawiedliwia procederu. Zdaniem Leszka Łomskiego z Zakładu Oczyszczania Miasta Mysłowice segregatory to nieprzetwarzalne odpady, które trzeba wywieźć na składowisko albo zwrócić się o to do ZOMM.
Dodaj komentarz / napisz na forum / dyskutuj na czacie
maks. 500 znaków
działali na polecenie szefa i tyle







