Witamy na portalu! -
Odkrywcy
Ślad historii po potyczce - nagrobek poległego Josepha Wintera. fot. m-ce24.pl

Potyczka pod Mysłowicami cz. 2

Źródło: Michał Mistewicz / m-ce24.pl
27-06-2010 13:16 przez Michał Mistewicz

Bladym świtem, w środę, 27 czerwca 1866 roku pruskie zgrupowanie złożone z dwóch pułków kawalerii oraz pułku piechoty ruszyły wzdłuż Przemszy ku Oświęcimowi. W tym samym czasie oddziały osłonowe Landwehry przekroczyły Przemszę na wysokości Słupnej i nawiązały walkę z Austriakami z brygady generała Trentivaglia. Był to batalion obrony krajowej pod dowództwem pana von Kailat, stacjonujący w hucie ?Amalia? (Ćmok), który otrzymał rozkaz ściągnięcia na siebie uwagi nieprzyjaciela od Słupnej ku Przemszy w tym samym czasie, w którym kolumny generała Stollberga maszerowały na Oświęcim.

Tak rozpoczęła się przygotowywana od dawna pruska operacja zmylenia Austriaków co do kierunku głównego uderzenia na Śląsk. W zamyśle dowództwa pruskiego akcja w rejonie Oświęcimia miała odciągnąć uwagę przeciwnika od prawdziwego celu ataku, a także dodatkowo osłonić Górny Śląsk przed ewentualnym kontratakiem. Tak więc sztab 2 Armii pruskiej zdecydował się na wykonanie dwóch uderzeń - jednego na wysokości austriackiego wówczas Bogumina, a drugie pod dowództwem gen. Otto von Stollberga - z rejonu Mysłowic. Głównym celem tego uderzenia miało być opanowanie węzła kolejowego w Oświęcimiu oraz zniszczenie mostów na Sole.

Poprzednia część artykułu czytaj tutaj.


Bitwa pod Oświęcimiem

Około godziny 6 rano granice na Wiśle pod Oświęcimiem przekroczyło pruskie zgrupowanie, które podzieliło się następnie na dwa zgrupowania. Jedno zgrupowanie, złożone głównie z kawalerii zaatakowało pod  Rajskiem, posterunki stacjonujących tam wówczas szwadronów austriackiego 1 pułku ułanów. Austriacy mimo zdecydowanej przewagi liczebnej Prusaków przeprowadzili szarżę i przy wsparciu artylerii odrzucili pruską kawalerię.

Druga grupa Prusaków składająca się z pułku piechoty i pułku kawalerii przeprowadziła natarcie na rejon węzła kolejowego. Jednak dowodzący obroną austriacki pułkownik Ziegler rzucił do walki oddział 1 galicyjskiego pułku ułanów hr. Grunne (złożonego w większości z Polaków z okolic Krakowa, Wadowic i Nowego Sącza), który niemalże w ostatniej chwili powstrzymał szarżę pruskich kawalerzystów w rejonie dworca, w  walce zginęło tam wielu kawalerzystów austriackich między innymi ich dowódca rotmistrz von Lehmann, który zginął od uderzenia piką w głowę, ale ich poświęcenie dało czas niezbędny na obsadzenie dworca przez cztery kompanie 57 pułku piechoty, które  zgodnie z rozkazem Zielglera miały utrzymać zajęte pozycje za wszelką cenę.

Dla wsparcia obrońców dworca kolejowego,  pułkownik Ziegler, polecił ustawić 4 armaty nieopodal ówczesnego urzędu celnego, a następne dwie haubice na wzgórzu zamkowym, skąd skutecznie utrudniały Prusakom wszelkie próby oskrzydlenia pozycji obrońców dworca.
Gdy sytuacja zaczęła się robić krytyczna, pułkownik Ziegler zatelegrafował po posiłki, bo Prusacy zaczęli spychać żołnierzy 57 pułku piechoty z ich pozycji co mogło skończyć się opanowaniem stacji kolejowej. Obu stronom zaczęło powoli brakować amunicji i dawało się we znaki zmęczenie. Przybycie w godzinach południowych austriackich posiłków, wyrównało szanse walki. Prusacy wobec niemal całkowitego wyczerpania się amunicji, zmęczenia i wobec pokazania się na polu walki swieżych sił austriackich, ok godz. 18.30 rozpoczęli odwrót w stronę granicy nękana przez austriacką kawalerię. Walki wygasły w godzinach wieczornych. Wojska  austriackie straciły 27  zabitych i 40 rannych, po stronie pruskiej straty wyniosły 172 żołnierzy i oficerów. Była to bitwa dla armii austriackiej zwycięska, utrzymano miasto i linie kolejową, a co najważniejsze nie dopuszczono do zniszczenia przez Prusakow infrastruktury kolejowej w Oświęcimiu, lecz nie mogła ona rzecz jasna odwrócić losów całej kampanii, przegranej przez Austrię.

Tyle z pola walki pod Oswięcimiem, bitwie jak zaznaczono powyżej, nie mającej wpływu na los całej kampanii. Ta bitwa rozpoczęła się od koncentracji sił pruskich na terenie Mysłowic.

W tym samym czasie w Mysłowicach...

Ówczesny świadek tamtych wydarzeń, cytowany już wcześniej Anton Oskar Klaussmann opisuje tamte dni tak:

(..) Drobne utarczki między Prusakami a Austriakami miały miejsce w ciągu ostatniego tygodnia wzdłuż całej granicy. Austriackie patrole konne pojawiały się na terytorium pruskim, gdzie ostrzeliwane, często traciły ludzi. Pruskie patrole kawaleryjskie urządzały podobne rajdy na austriacką stronę, szybko jednak stamtąd wracały. Również piechota ostrzeliwała się wzajemnie z różnych wysuniętych pozycji, bywało że i w sile ognia jednej kompanii. Do poważniejszych konfrontacji jednak nie dochodziło. Ale te drobne utarczki z reguły wywoływały ogromne poruszenie wśród ludności mieszkającej po obu stronach granicy. Rosnące stopniowo uczucie paniki było tak duże, że stało się jasne, że musi się niebawem coś wydarzyć, by to ciążące na wszystkich, nieznośne napięcie wreszcie pękło. (...)
Moi rodzice 27 czerwca, który był dniem wolnym od pracy, pojechali do Mysłowic na nabożeństwo w kościele farnym. Nabożeństwo zaczęło się, ksiądz właśnie wszedł na ambonę, by rozpocząć kazanie, gdy usłyszano nagle dochodzące z zewnątrz odgłosy strzałów karabinowych. Wyraźny niepokój zaczął ogarniać wiernych, zwłaszcza że odgłosy strzelaniny nasilały się. Kapłan przerwał kazanie i nakazał wszystkim opuścić kościół i poszukać bezpiecznego schronienia.

Ludzie w panice, tłocząc się w drzwiach w sposób zagrażający bezpieczeństwu, zaczęli opuszczać kościół. Na zewnątrz strzały stały się jeszcze głośniejsze, jakby bliższe, dochodziły od strony dworca. Wszyscy pobiegli w tamtą stronę i wielki, ogrodzony plac, na którym stały zabudowania dworcowe i ekspedycja towarowa, wypełniła nagle ciżba ludzka składająca się z kilkuset osób. Sprawy wyglądały niedobrze.

I rzeczywiście. Pruski oddział 11 pułku Landwehry von Kailata, który atakował od strony Mysłowic przez Przemszę, wdał się w krótką  wymianę  ognia z austriacką forpocztą, potem z trzema kompaniami i jednym szwadronem jazdy i w wyniku takiej przewagi zarządził odwrót do huty ?Amalii? - miał 2 zaginionych i 10 rannych, a wśród tych ostatnich niejakiego Josepha Wintera, do którego jeszcze wrócimy. Tymczasem Austriacy przystąpili do kontrataku, goniąc na karkach wycofujących się Prusaków.

tl_files/odkrywcy/2010/potyczka_myslowice1866.jpg

Austriaccy strzelcy uzbrojeni w wymienione wcześniej karabiny Lorenza, zajęli teren w rejonie Słupnej i z położnego wówczas lasu ostrzeliwali się gęsto. Gdyby Austriacy zdecydowali się wówczas na atak, Mysłowice zostałyby zdobyte niewielkim kosztem. Tymczasem potyczka zgromadziła w rejonie dworca dużą ilość mieszkańców, obserwującą wymianę ognia. Część jednak mieszkańców zdecydowała się na ucieczkę do pobliskiego Modrzejowa i dalej. W czasie wymiany ognia został ciężko ranny jeden z cywili, który chciał bliżej przyjrzeć się Austriakom.

Większość mysłowiczan uznała potyczkę za przegraną Prus, co wzmagało jeszcze panujący niepokój. Jednak gdy po dwóch dniach Austriacy powoli wycofali się ze Słupnej z powrotem za Przemszę, mieszkańcy Mysłowic uspokoili się. Następne dni po potyczce upływały już spokojnie - oddajmy znów głos kronikarzowi epoki:

Dzień 3 lipca był dniem bitwy pod Sadową (Königsgratz), a już  4 lipca, również na Górnym Śląsku, wiedziano że Austriacy ponieśli klęskę, chod naturalnie nikt jeszcze nie miał  pojęcia, jak kompletny był rozpad jeszcze nie tak dawno napawającej wszystkich niezwykłym lękiem armii austriackiej. 4 lipca po południu usłyszeliśmy w Gliwicach ulicznego obwoływacza, dzwoniącego i krzyczącego głośno. Gdy wybiegliśmy na ulicę, dowiedzieliśmy się, że stoczono walną bitwę pod Sadową, która zakończyła się  wspaniałą wiktorią Prus.
Wiadomość tę naturalnie wszyscy ocenili jako nieco przesadzoną. Również informacje o  zwycięstwach, docierające tu z Niemiec północnych i południowych nie wywarły na nas zbyt wielkiego wrażenia, gdyż  tamte teatry wojenne leżały zbyt daleko. Znacznie ważniejsza była dla nas wieść, że Austriacy wycofali się  całkowicie znad granicy między Mysłowicami a Pszczyną.
(...) Po tamtej stronie granicy pozostali tylko austriaccy urzędnicy celni i natychmiast wykorzystali okazję. Co noc pojawiali się w Słupnej w tamtejszym browarze i bezkarnie ?przewietrzali? miejscowemu karczmarzowi zapasy, uwalniając go od nadmiaru piwa, prowiantu, a przede wszystkim papierosów. Ale ta ich uciecha nie trwała długo. Na skutek skarg gospodarza i browarnika cywilne władze zwróciły się do hrabiego Stollberga, który pewnego wieczora dyskretnie wysłał do Słupnej zbrojne komando. Panowie strażnicy fiskalni zostali ujęci na gorącym uczynku i odtransportowani do twierdzy w Koźlu. W ten sposób granica austriacka stanęła otworem i przez kilka tygodni można było przerzucać na drugą stronę pruskie towary bez jakiegokolwiek cła, w ilościach, o jakich tylko serce zamarzyło.

Czas szybko biegł naprzód - 23 lipca 1866 roku, pruski generał Stollberg na czele zgrupowania śląskiego zajął Cieszyn, natomiast 3 dni później podpisano wstępne warunki pokoju z Austrią w Nikolsburgu, a 23 sierpnia podpisano pokój.  Austria została zmuszona do wypłacenia niemal symbolicznej kontrybucji w wysokości 20 milionów talarów, a także  odstąpiła Prusom Holsztyn. Wszystkie te warunki podyktowane przez Bismarcka miały dwojaki cel - pokazać siłę Prus w  Związku Niemieckim, a warunki pokoju miały być na tyle lekkie dla Austrii, aby w przyszłości łatwo stała się sprzymierzeńcem Prus. I rzeczywiście - w 1879 roku podpisano pierwsze przymierze.

W Mysłowicach uroczystości dziękczynne z okazji zwycięstwa odbyły się 11 listopada 1866 roku. Jak pisze prof. Alfred Sulik, w mysłowickich kościołach odprawiono wtedy nabożeństwa dziękczynne, a wieczorem odbyła się defilada oddziałów wojskowych i bractwa kurkowego z pochodniami, a na zakończenie odbył się pokaz ogni sztucznych.

Jednak brak było podniosłych nastrojów. Głównym powodem było zjawisko, które pojawia się zwykle jako siostra wojny - w Mysłowicach wybuchła epidemia cholery.

Ślady przeszłości

Niewielu dzisiejszych mieszkańców Mysłowic wie, że do dziś pozostał ślad ówczesnej wojny i opisanej wyżej potyczki. Na tzw. starym cmentarzu przy ul. Mikołowskiej, odwiedzający groby bliskich, zatrzymują się często przy pochylonym i podniszczonym już przez czas, dziwnym nagrobku.

Na bokach tego nagrobka można przeczytać napisy: Joseph Winter - Vernundet im Gefecht bei Myslovitz am 27 Juni 1866 (Zraniony w potyczce pod Mysłowicami 27 czerwca 1866) - Enlang seinen Wunden 4 Aug 1866 (zmarły od ran 4 sierpnia 1866) - Wehrmann von XI Landen Reg - (żołnierz z XI Regimentu Landwehry) - Gervidmel von der Frauen Myslovitz 1867 (ufundowany przez kobiety z Mysłowic w 1867).

Jest to kolejny ślad bogatej przeszłości naszego miasta, historii, której nie zmienimy, jednak warto ją znać jeśli chce się stać aktywną częścią Mysłowic.


Źródła:

Elżbieta Skalińska-Dindorf "Kronika Oświęcimia cz. II" OCK Oświęcim 2007
Ryszard Dzieszyński "Sadowa 1866" Bellona 2007
Alfred Sulik "Historia Mysłowic do 1922 r" UM Mysłowice 2007
Anton Oskar Klaussmann "Oberschlesien vor 55 Jahren und wie ich es wiederfand" Berlin 1911

Wróć



Podziel się:

Dodaj komentarz / napisz na forum / dyskutuj na czacie
maks. 500 znaków


morita
30-06-2010 20:23
IP:10.9.0.*

SUPER!!! Wielkie dzięki.


!
28-06-2010 11:41
IP:83.22.7*

Super artykuł !!!!!!!!!!!!!!!!!


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami gości i użytkowników portalu. Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Komentarze podlegają natomiast uregulowaniom Ustawy z dn. 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Patrz Regulamin Portalu
Popularne
Reklama
stat4u