Witamy na portalu! -
Odkrywcy
Krzyż na Śląskiej Wstędze Waleczności i Zasługi - odznaczenie ustanowione w 1921 roku

I Powstanie Śląskie w Mysłowicach

Źródło: Wspomnienie: Władysław Pochmara ("Z dziejów Mysłowic", Katowice, 1963 r.)
17-08-2010 14:40 przez m-ce24.pl

Miejscowe dowództwo POW z Ryszardem Mańką na czele otrzymało od głównego sztabu rozkaz ostrego pogotowia. Czekano tylko na ostateczną decyzję rozpoczęcia powstania. Dzień niedzielny 17 sierpnia 1919 był bardzo nerwowy. Wtajemniczeni wiedzieli, że lada chwila może rozpocząć się upragniony bój.

Ażeby uśpić czujność Niemców, polski zespół teatralny przygotowywał na niedzielę dwie sztuczki ludowe: "Bzik mojej żony" oraz "Dziesięć tysięcy marek", które miały być odegrane w sali Grunwalda (dziś Klub Fabryczny), przy ul. Grunwaldzkiej, wówczas Pszczyńskiej. Oddział mysłowicki POW plan bojowy miał już gotowy. Godzina l w nocy z 17 na 18 sierpnia - początek walk. Przez całą niedzielę gęste patrole niemieckie chodziły po ulicach miasta.

Grenzschutz pozdzierał plakaty polskie, zapraszające na przedstawienie, a wieczorem żołnierze wdarli się na salę już podczas przedstawienia i rozpędzili słuchaczy i grających oraz zniszczyli dekoracje. Ulice miasta opustoszały, pozostały tylko wzmocnione patrole. Zdenerwowanie rosło. Niemcy zgromadzili tu dwa bataliony Grenschutzu dobrze uzbrojonego w karabiny maszynowe i dwie baterie armat, do pomocy mieli też miejscową policję.
Marnie natomiast przedstawiało się uzbrojenie powstańców. Posiadali oni 20 karabinów różnego typu, parę mauserów, kilka brauningów i parabellum. Z puszek od mleka kondensowanego zrobili sami kilkaset granatów, do których materiału wybuchowego dostarczyli górnicy powstańcy. Brakowało im broni, ale nie brakowało zapału i ofiarności.

Masakra górników w kopalini "Mysłowice" była iskrą zapalną I Powstania Śląskiego

Powstańcy, w liczbie około 300, byli podzieleni na 4 grupy, każda grupa otrzymała swój plan bojowy do wykonania. Ogólne zadanie, to rozbroić Niemców, opanować miasto, zdobyć i zaopatrzyć się w broń. Grupa L. Cmoka miała wysadzić w powietrze lub zdemolować granatami posterunek Grenzschutzu, mieszczący się w budynku kolejowym przy ul. Dworcowej 12, naprzeciwko hotelu Koehlera. Grupa ta zebrała się w domu przy ul. Towarowej 7, w mieszkaniu Zofii Gąsiorowej.

Grupy, janowska pod dowództwem B. Wały, brzęczkowicko-słupecka (Szczepan Kubicki) miały opanować miejscowe posterunki policyjne, zdobyć broń i przyjść z pomocą grupie miejskiej. Mieszkańcy Mysłowic tej nocy zakończyli sen o godzinie drugiej w nocy.

Mały oddział powstańców z grupy L. Ćmoka pod osłoną nocy, z karabinami i granatami w ręku, posuwał się ulicą Towarową, przeszedł przez skrzyżowanie ulic i koło więzienia, ulicą Klaszki, w kierunku placu Wolności (obecna nazwa). Wychodząc na plac Wolności spotkali powstańcy silny parol policyjny. Padły strzały, rzucono granaty; pada z tej grupy niejaki Borucki, który, jak się później okazało, był konfidentem niemieckim. Grupa ta wobec dużej przemocy wroga cofnęła się w rozsypce z powrotem na ulicę Towarową. Wyprawa się nie udała. Uczestnicy nie załamują się niepowodzeniem. Są już w mieszkaniu Gąsiorowej, gorączkowo zdają sprawozdanie rezerwie, która pozostała na miejscu.

Wtem, na podwórze tego domu, gdzie znajdowali się powstańcy, wpada 15 policjantów z karabinami gotowymi do strzału. W odpowiedzi na okrzyki policji "gdzie są powstańcy", otwierają się okna, z mieszkania urzędnika kopalni Niemca głośno wskazano policji mieszkanie Gąsiorowej. Policja z furią rzuciła się pod wskazany adres. Grupa powstańców, osaczona, nie mogła się wydostać z tego domu, zgrupowała się tylko pospiesznie w piwnicy. Przygotowano granaty i karabiny do strzału. "Życia darmo nie oddamy" - zdecydowali powstańcy. Policja przeprowadziła rewizję w mieszkaniu Gąsiorowej, ale bez żadnych rezultatów. Strzały na ulicach zmusiły Grenzschutz do przerwania rewizji i opuszczenia domu. Niemcy wycofali się na kopalnię i tam się umocnili.

Na innych odcinkach walki trwały do rana. Przed wschodem słońca powstańcy małymi grupami wycofali się z miasta do Janowa Miejskiego, skąd po południu zaatakowali miasto pod dowództwem Ryszarda Mańki oraz B. Wały, Konrada Wójcika i J. Pypłacza przez wzgórze Maazego. Niemcy ostrzeliwali karabinami maszynowymi tyralierkę powstańczą z zabudowań kopalnianych. Walka trwała parę godzin. Pierwszy z szeregów powstańczych zginął Piotr Wróbel. W trakcie zaciętych walk nadleciał samolot niemiecki nad pole bitwy. Powstańcy przywitali go gęstymi strzałami. Samolot stanął w płomieniach i spadł na ziemię. Niektórzy powstańcy twierdzą, że miał go zestrzelić Paweł Wolf, inni natomiast przypisują to Winiarskiemu z grupy słupecko-brzęczkowickiej. Wielki był entuzjazm wśród powstańców. Pobiegli oni do palącego się już na ziemi samolotu, lecz równocześnie liczny oddział Grenzschutzu zaatakował szczupłe siły powstańców, którzy musieli się wycofać do Janowa Miejskiego, w lasy na Ćmoku i lasy janowskie. Niemcy cofnęli się do miasta. Na terenach objętych powstaniem rząd niemiecki ogłosił stan wojenny. Ruch tramwajowy wstrzymano.

Na mocy sądu doraźnego Grenzschutz rozstrzelał przy rynku Wiktora Czaję i Franciszka Bednorza, a na kopalni Franciszka Gracę i Franciszka Magdziorza. Utarczki pojedyncze trwały dalej.

Niemcy zwozili wozami trupy na cmentarz. Walki i strzelanina trwały przez poniedziałek i wtorek. W środę powstańcy otrzymali wiadomość, że od Giszowca i Szopienic idą duże siły niemieckie do Mysłowic. Powstańcy przez lasy wycofali się na Słupną, stanęli w miejscowej szkole, grupa brzęczkowicka przy pomocy ochotników z Niwki i Modrzejowa obsadziła wieżę Bismarcka, umocniono się też na terenie dzisiejszej targowicy. Gdy Niemcy otrzymali posiłki, zaatakowali pozycje powstańców, posuwając się wzdłuż kolei pod Brzęczkowicami, ale zostali zmuszeni do wycofania się do miasta z dużymi stratami. Wreszcie artyleria niemiecka otworzyła ogień na szkołę słupecką i wieżę Bismarcka, uszkadzając oba te obiekty, a piechota niemiecka znów przystąpiła do ataku pod osłoną pociągu pancernego i artylerii. Powstańcy .nie opuszczali pozycji, odpierając wściekłe ataki Niemców. Wreszcie kiedy wojska niemieckie przeszły przez cmentarz ewangelicki, powstańcy wobec wielkiej przewagi wycofali się w kierunku mostu na Białej Przemszy.


Powstania Śląskie, zniszczony przez Powstańców pociąg niemiecki
/ fot. www.muzeummyslowic.pl

Część powstańców zdążyła jeszcze przejść przez most na Białej Przemszy do Jęzora, inni musieli skierować się do Wysokiego Brzegu i tam w nocy ze środy na czwartek przedostali się na stronę polską.

Grupa brzezinkowska pod komendą Wojciecha Hetmańskiego, przy współpracy Piotra Korusa i Augustyna Mazura, walczyła jeszcze przez cały czwartek (21. VIII), a cofając się ku Brzezince wysadziła tor kolejowy, aby uniemożliwić atak pociągu pancernego. Grupa ta dopiero w Dziećkowicach galarami przepłynęła Przemszę, unikając w ten sposób krwawej likwidacji.

Z mysłowickimi powstańcami współdziałał także oddział ochotników niweckich pod dowództwem porucznika Laskowskiego. Już w pierwszym dniu powstania dzielni górnicy niweccy i modrzejowscy zaatakowali Mysłowice od strony Radochy, lecz po dłuższej utarczce zostali odparci przez Grenzschutz. Na drugi dzień porucznik Laskowski usiłował wedrzeć się ze swym oddziałem do Mysłowic przez most modrzejbwski, ale atak się nie udał, a młody dowódca Laskowski padł podczas zaciętej walki na moście.

Dowództwo powstańcze nie potrafiło zapanować nad całością ruchu, rząd polski nie poparł powstania i dlatego Niemcy szybko zgnietli ten pierwszy zbrojny poryw. Najzaciętsze i najkrwawsze walki w pierwszym powstaniu toczyły się koło Mysłowic. Trwały one tutaj prawie cztery dni. Rannych odwieziono do szpitala w Sosnowcu, a zdrowi ulokowali się na sokolni w Jęzorze. W następnych dniach oddział pomaszerował do Boru, gdzie powstańcy przebywali do grudnia, tj. do ogłoszenia amnestii, którą rząd pruski pod naciskiem koalicji ogłosił dla wszystkich uczestników powstania.

Dowodem zaciętych walk powstańców z Niemcami na terenie naszego miasta, było ponad 56 domów uszkodzonych, ponad 20 osób zabitych i 16 rannych nie biorących udziału w watkach. Łącznie szkody materialne oszacowano na 124 000 marek niemieckich. Wszyscy poszkodowani obywatele miasta zgłaszali do rządu niemieckiego swoje pretensje. Jednak wypłacono tylko 40 000 marek, a więc zaledwie 1/3 żądanej sumy. Naturalnie odszkodowania otrzymywali tylko Niemcy.

Władysław Pochmara ("Z dziejów Mysłowic", Katowice, 1963 r.)

Wróć



Podziel się:

Dodaj komentarz / napisz na forum / dyskutuj na czacie
maks. 500 znaków


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami gości i użytkowników portalu. Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Komentarze podlegają natomiast uregulowaniom Ustawy z dn. 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Patrz Regulamin Portalu
Popularne
Reklama
stat4u